Petersburskie Forum Prawnicze jako fabryka ideologii
· Denis Salnikov
W czerwcu 2026 roku Zachód patrzył na Petersburskie Forum Ekonomiczne, z jego sygnałami o inwestycjach, sankcjach i wojnie. Wydarzenie nie mniej ważne dla prognozy rozgrywało się w tym samym mieście niemal niezauważone: XIV Petersburskie Międzynarodowe Forum Prawnicze. Mimo porównywalnej skali — ponad pięć tysięcy uczestników z ponad osiemdziesięciu krajów, sto dwadzieścia sesji — pozostało ono poza polem widzenia zachodnich mediów. A to ono, nie ekonomiczne, jest miejscem, w którym rosyjski aparat koduje swój kierunek na nadchodzące lata.
Teza tego tekstu jest prosta: na petersburskim forum prawniczym prawo było wszystkim, tylko nie systemem norm. Potwierdzają ją trzy niezależne relacje. Śledcza, emigracyjna redakcja Nowej Gaziety opisała forum jako „dwie alternatywne serie" — w jednych salach młodzi prawnicy korporacyjni rozmawiali o kryptoaktywach, arbitrażu i AI, w sąsiednich profesorowie prawa i ludzie aparatu siłowego debatowali o dobru, złu i suwerennej prawdzie historycznej. Meduza relacjonowała sesje cyfrowe i nowy projekt ustawy o AI. Wiedomosti — posiedzenie plenarne. Z trzech relacji wyłania się jeden obraz: forum, na którym o samym prawie mówiono najmniej.

PMFP organizują Ministerstwo Sprawiedliwości i fundacja Roskongrejs. Hasło tegorocznej edycji brzmiało „Czas być w prawie". Sceneria dopełniała przesłanie. Krajem-gościem był Wietnam, a wśród wystaw towarzyszących znalazły się dwie znaczące: „200 lat powstania dekabrystów: lekcje przeszłości" oraz „Suwerenny kod", poświęcona historii zachodnich ingerencji w sprawy Rosji. Cena wstępu wzrosła o 60 tysięcy rubli rok do roku, do 350 tysięcy za pakiet trzydniowy. Taka oprawa służy państwu opowiadającemu samemu sobie, kim jest, bardziej niż branży szukającej wiedzy prawniczej. Pytanie, które forum naprawdę zadało, brzmi inaczej: co w Rosji 2026 roku znaczy słowo „prawo".
Prawo, które orientuje się na retorykę
Najważniejsza sesja forum nie dotyczyła ani arbitrażu, ani AI. Nosiła tytuł „Prawo jako czynnik zapewnienia rosyjskiej tożsamości narodowo-kulturowej, ochrony suwerenności i prawdy historycznej". Moderował ją Aleksandr Sawienkow, dyrektor Instytutu Państwa i Prawa Rosyjskiej Akademii Nauk — instytucji, która w sowieckiej i postsowieckiej hierarchii uchodzi za najwyższą akademicką wyrocznię w sprawach teorii prawa. Sawienkow sformułował leitmotiv sesji w jednym zdaniu: prawa człowieka wobec państwa „nie są pierwotne". Z uznaniem, jak zaznaczył — „jako naukowiec" — wspomniał Andrieja Wyszyńskiego, sowieckiego prokuratora generalnego z czasów wielkiego terroru, który odrzucał domniemanie niewinności.

Przywołanie Wyszyńskiego na forum prawniczym to nie gafa pojedynczego mówcy, ale sygnał tego, jaką teorię prawa rosyjskie elity prawnicze uznają dziś za mówialną na głos. Wyszyński zbudował doktrynę, w której prawo jest narzędziem państwa, a nie ograniczeniem jego władzy, a procedura ustępuje politycznej celowości. Powrót tej doktryny do akademickiego salonu — w trybie pochwały, nie ostrzeżenia — opisuje przesunięcie, którego nie widać w tekstach kodeksów, lecz w tym, kogo można cytować bez konsekwencji.
Mechanizm, który łączy te deklaracje z praktyką, jest precyzyjny i Nowaja Gazeta nazywa go wprost. Gdy ustawodawstwo jest celowo rozmyte, a przepisy represyjne świadomie niedookreślone — „dyskredytacja armii", „działalność niepożądanej organizacji", „propaganda ekstremizmu" — organy ścigania i sądy nie mają twardej normy, do której mogłyby się odwołać. Orientują się więc na to, co słyszą z trybuny. Oficjalna retoryka staje się realnym źródłem prawa, a forum prawnicze — miejscem, gdzie tę retorykę się aktualizuje i kalibruje. Sędzia w prowincjonalnym sądzie nie przeczyta stenogramu sesji Sawienkowa, ale wyłapie jej rezonans: że tej zimy bezpieczniej jest orzec za państwem niż za jednostką.
Tematy, które na forum poświęconym stanowieniu prawa były nieobecne mimo swojej oczywistości dla środowiska, mówią tyle samo, co tematy obecne. Nie dyskutowano o arbitralności organów ścigania, o erozji roli adwokatury ani o represjach politycznych ostatnich lat. Cisza w tych punktach wyznacza granicę: tam kończy się prawo jako zawód, a zaczyna prawo jako lojalność.
Zorkin: prawo jako katechon
Najpoważniejszy intelektualnie głos forum brzmiał inaczej niż reszta. Przewodniczący Sądu Konstytucyjnego Walerij Zorkin wygłosił wykład „Ciernista droga do cywilizacji prawa", w którym wprowadził pojęcie „socjotraumy": zdarzenia historycznego tak dotkliwego, że odciska się na świadomości prawnej narodu przez pokolenia. Do rosyjskich socjotraum zaliczył jarzmo mongolskie, opryczninę, pańszczyznę, rewolucję 1917 roku, kolektywizację, wielki terror i rozpad ZSRR. Tymi traumami tłumaczył słabość rosyjskiej tradycji prawnej, paternalizm i nieufność wobec parlamentaryzmu.

W rozumieniu samego Zorkina jest to obrona prawa, nie jego podważenie. Za „skrzeplinę" powstrzymującą chaos uznał właśnie prawo, nie autorytaryzm, a cywilizację prawa nazwał celem. W czytaniu ustrojowym ten sam wykład wykonuje pracę przeciwną do deklarowanej intencji. Jeśli wszystkie patologie rosyjskiej świadomości prawnej są dziedzictwem traum sprzed stuleci, to nikt żyjący nie ponosi za nie odpowiedzialności, a obecny ustrój jawi się nie jako wybór, lecz jako schyłek długiej terapii. Diagnoza brzmi jak krytyka. Działa jak alibi. Jan Kucharzewski sto lat temu opisał tę samą ciągłość rosyjskiego państwa policyjnego — od białego caratu po czerwony — jako akt oskarżenia, dowód trwałości pewnego modelu władzy; Zorkin bierze tę samą ciągłość i czyni z niej okoliczność łagodzącą. Oddzielenie tego, co Zorkin mówi, od tego, co jego mowa legitymizuje, jest tu całą różnicą między lekturą naiwną a analityczną.
Konstytucja jako projekt otwarty
Drugi sygnał dotyczy fundamentu. Na tej samej sesji o tożsamości Konstantin Małofiejew, założyciel prawosławno-monarchistycznego Cargradu i autor zaprezentowanych kilka tygodni wcześniej na forum ekonomicznym scenariuszy przyszłości Rosji, w których „dobry" wariant zakłada uderzenie jądrowe, zaproponował zwołanie Zgromadzenia Konstytucyjnego, by przepisać podstawowe artykuły Konstytucji FR. Jego główny cel to artykuł drugi, dotyczący praw i wolności człowieka jako wartości najwyższej. Zdaniem Małofiejewa jest on „zbyt liberalny" i należy wzmocnić w nim obowiązki wobec państwa oraz tradycyjne wartości.

Postulat nie pozostał w gestii ekscentrycznego oligarchy. Zbieżną tezę wygłosił minister sprawiedliwości Konstantin Czujczenko, mówiąc o „zachodnim śladzie" w samym pomyśle ograniczania władzy i powtarzając zeszłoroczny apel o „zrewidowanie konstytucyjnego balansu między prawami człowieka a wzmocnieniem państwa". Gdy ten sam pomysł formułuje twórca Cargradu na sesji eksperckiej i urzędujący minister z trybuny ministerialnej, przestaje być prywatną opinią. Staje się stanowiskiem, które przeszło z marginesu do oficjalnej agendy resortu.
Tu obowiązuje dyscyplina, której łatwo uniknąć w narracji o nieuchronnym zwrocie. Zdolność do przepisania konstytucji to nie to samo co jego realizacja. Po stronie prawdopodobieństwa stoją: precedens poprawek z 2020 roku, które już raz złamały tabu nienaruszalności ustawy zasadniczej, oraz fakt, że postulat wypowiada teraz minister, nie publicysta. Po stronie hamulca stoi to, że mechanizm Zgromadzenia Konstytucyjnego do dziś nie ma ustawy wykonawczej, a jego zwołanie otwierałoby ryzyko, którego aparat w stabilnych warunkach unika. Trajektoria prowadzi w stronę rewizji, ale jej nie przesądza. Jeśli do końca 2027 roku nie pojawi się ustawa o Zgromadzeniu Konstytucyjnym ani konkretny projekt nowelizacji artykułu drugiego, czytanie forum jako etapu wdrożenia, a nie tylko sondażu nastrojów, straci moc.
I tu leży klucz do zrozumienia, czym jest PMFP. Idee, które się na nim pojawiają — nowa konstytucja, odpowiedzialność karna od dwunastego roku życia, kodeks wartości wpisany w ustawę o sztucznej inteligencji — nie wchodzą w życie nazajutrz. Są testowane. Mierzy się reakcję środowiska, sprawdza granicę tego, co da się powiedzieć głośno bez kosztów. Rok 2025 przyniósł postulat nowej konstytucji na poziomie dyskusji panelowej. Rok 2026 przyniósł go na poziom ministerialny. Forum jest sondażem, w którym aparat bada własną przestrzeń manewru, zanim zdecyduje, ile z niej zająć.

Rewizja fundamentu ma też wymiar wsteczny, skierowany ku historii. Na sesji „1905: rewolucja i reformy" Małofiejew chwalił czarnosecinny Związek Narodu Rosyjskiego i dowodził, że reformy 1907 roku oraz powołanie Dumy Państwowej były błędem, bo z trybuny parlamentarnej „skorzystali demagodzy krytykujący władzę carską". Negacja parlamentaryzmu jako historycznej pomyłki padła w murach forum poświęconego stanowieniu prawa, i nie była odosobniona: domykała wątek, który Zorkin podpierał teorią socjotraumy, a Sawienkow pochwałą Wyszyńskiego.
Ten sam projekt ma wymiar wychowawczy. Sesję o narodowych tradycjach prawnych otworzyli asystent prezydenta Władimir Miedinski i minister oświaty Siergiej Krawcow, prezentując nowy szkolny podręcznik wiedzy o społeczeństwie. Deputowana Irina Jarowaja wyliczała z trybuny tradycyjne wartości rosyjskie — ofiarną pracę, miłosierdzie, rodzinę i wiarę w Boga — nie powołując się na żadne badania. Konstytucja, podręcznik i model językowy to trzy nośniki jednego katalogu wartości, wprowadzanego równolegle do ustawy zasadniczej, do szkoły i do maszyny.
Suwerenny kod: technologia jako ideologia

Najciekawsze w architekturze forum jest to, że ścieżka „cyfrowa" — sesje o AI, kryptoaktywach, rynku danych — miała charakter ściśle techniczny i na pierwszy rzut oka stała w opozycji do sesji ideologicznych. Ten kontrast jest jednak pozorny, a punktem, w którym obie ścieżki się zbiegają, jest zatwierdzony tuż przed forum projekt ustawy „o wspieraniu rozwoju technologii AI".
Dokument, skrócony z dwudziestu jeden do trzynastu artykułów, wprowadza dwie kategorie modeli. „Suwerenna" LLM ma być stworzona w całości przez rosyjski podmiot, przetwarzać zapytania i przechowywać dane na terytorium Rosji oraz, co jest fragmentem kluczowym, być zgodna z rosyjskim ustawodawstwem i „wartościami duchowo-moralnymi". „Narodowa" LLM podlega luźniejszym wymogom co do pochodzenia komponentów. Wartości duchowo-moralne nie są w tym projekcie figurą retoryczną. Towarzyszący ustawie katalog wylicza je konkretnie: patriotyzm, obywatelskość, służbę Ojczyźnie, mocną rodzinę, twórczą pracę, pamięć historyczną i prymat duchowego nad materialnym. Model językowy, który ma trafić do rosyjskich szkół, urzędów i sądów, ma być z tym katalogiem zgodny.
W tym miejscu sesje techniczne i ontologiczne okazują się jednym projektem. To, co aparat siłowy formułuje jako ideologię na sesji o tożsamości, prawnicy kodują jako wymóg zgodności na sesji o AI. Suwerenność technologiczna Rosji jest w pierwszym rzędzie suwerennością narracji: chodzi nie tylko o to, gdzie stoją serwery, lecz o to, czyje wartości model odtwarza w odpowiedziach. Twórcy projektu rozumieją „suwerenność" jako ochronę przed zewnętrzną ingerencją; w czytaniu ustrojowym ten sam przepis staje się kanałem dystrybucji zatwierdzonej odgórnie ideologii. Warto zobaczyć tę operację, nie tylko jej skutek — bo różnica między jednym a drugim jest różnicą między bezpieczeństwem danych a kontrolą nad tym, co maszyna „myśli". Estoński ośrodek analityczny ICDS, pracujący z perspektywy bezpieczeństwa bałtyckiego, opisał rosyjski projekt suwerennej AI jako konstrukcję o podwójnym ostrzu: izolacji i wymuszonej spójności narracyjnej. To niezależne potwierdzenie, że stawką jest tu narracja, nie sama infrastruktura.

Projekt ma też drugie dno, mniej widoczne. Legalizuje text-and-data mining wyłącznie na potrzeby szkolenia modeli suwerennych i narodowych, bez mechanizmu rezygnacji (opt-out ) dla właścicieli praw autorskich. Rosyjski portal techniczny Habr opisał to jako fundamentalną różnicę wobec europejskiego AI Act: tam celem regulacji są prawa człowieka, tu — technologiczna suwerenność państwa. Wejście ustawy w życie planowane jest na wrzesień 2027 roku.
Tło tego projektu sięga głębiej niż samo forum. Dążenie do suwerennej AI Putin sygnalizował już w listopadzie 2025 i styczniu 2026 roku, lecz ostrą formę przybrało ono 10 kwietnia, gdy na kremlowskiej naradzie polecił pilne stworzenie suwerennej fundamentalnej LLM „dla bezpieczeństwa i obronności" państwa. Relacjonują to zarówno Wiedomosti, jak i serwis Kremla, więc sama dyrektywa jest faktem dobrze udokumentowanym. Na kilka godzin przed naradą Trump opublikował wpis o systemie Maven firmy Palantir, który w pierwszej dobie kampanii przeciwko Iranowi pomógł amerykańskim siłom porazić ponad tysiąc celów. Zbieżności czasowej nie da się dowieść jako przyczyny, ale na istniejącej już trajektorii widać akcelerant. Wymowne jest też, co stało się potem: Rosnieft publicznie oświadczył, że stworzenie w pełni suwerennego modelu na warunkach Putina jest technicznie niewykonalne. Rosyjskie modele są przy tym wielokrotnie droższe od zagranicznych API, bo wymagają własnych procesorów, własnych centrów danych, własnych zespołów badawczych. Lukę między ambicją a możliwościami zasłania polityka: ograniczenie dostępu do tańszych systemów z zewnątrz i obowiązek stosowania rozwiązań „suwerennych". Ideologia wkracza tam, gdzie inżynieria nie nadąża.
Bastrykin i skrzydło restauracji
Jeśli ustawa o AI pokazuje, jak modernizacja zostaje zaprzęgnięta do ideologii, to wykład Aleksandra Bastrykina pokazuje, dokąd ta ideologia zmierza. Przewodniczący Komitetu Śledczego wystąpił na forum młodzieżowym i jego wystąpienie stało się jednym z najszerzej komentowanych momentów całego PMPF.
Bastrykin ubolewał, że jego wieloletnia propozycja obniżenia wieku odpowiedzialności karnej za ciężkie przestępstwa do dwunastu lat wciąż nie znalazła poparcia. Duma poszła tylko w połowie: w listopadzie 2025 roku obniżyła próg do czternastu lat, i to wyłącznie dla dywersji. Jako wzór przywołał Anglię, gdzie odpowiedzialność karna zaczyna się w wieku dziesięciu lat. Postulował też karanie rodziców za „nienależyte wychowanie", krytykował szkolny program „Rozmowy o ważnym" i „Ruch pierwszych" jako niewystarczająco skuteczne, proponował powrót organizacji młodzieżowych na wzór pionierów i komsomołu oraz angażowanie uczestników „specjalnej operacji wojskowej" jako wicedyrektorów do spraw wychowania w szkołach. Wystąpienie zamknął własnym wierszem o tęsknocie za Związkiem Radzieckim: „Chcę z powrotem do Związku, w którym się urodziłem".

Ten kontrast z oficjalną agendą forum jest celowy i sam stanowi sygnał. Bastrykin reprezentuje segment aparatu, dla którego cyfryzacja prawa i regulacja AI są narzędziami, a nie celami. Celem pozostaje odtworzenie sowieckiego modelu kontroli nad społeczeństwem — od szkoły po sąd. To samo forum, na którym prawnicy projektują ramy dla agentów AI, gości generała, który publicznie marzy o powrocie do ustroju sprzed 1991 roku i przekłada to marzenie na konkretne propozycje legislacyjne. Obie wizje nie konkurują ze sobą tak, jak mogłoby się wydawać. Suwerenny model językowy karmiony „wartościami duchowo-moralnymi" i pionierski krawat z 2027 roku to dwa interfejsy tej samej idei: państwa, które wychowuje, zamiast gwarantować.
Narracja dla Globalnego Południa
Dotąd mowa była o adresacie wewnętrznym — o elicie, która koduje własny kierunek. Forum miało jednak również adresata zewnętrznego, i tę funkcję pełniło posiedzenie plenarne, zdominowane przez wiceprzewodniczącego Rady Bezpieczeństwa Dmitrija Miedwiediewa.
Miedwiediew zaproponował kodyfikację kolonializmu jako odrębnego przestępstwa przeciwko ludzkości — w ramach prac komitetu przygotowawczego konwencji ONZ — i zadeklarował gotowość Rosji do wspierania byłych kolonii w dochodzeniu reparacji od zachodnich metropolii. Podkreślił przy tym, że „Rosja nie miała kolonii", co według niego ułatwia jej dialog z Globalnym Południem. Kryzys prawa międzynarodowego określił jako skutek prób przekształcenia go w „przywilej pierwszych". Reszta wystąpienia rozkładała tę ramę na konkrety: Ukraina jako „państwo pozbawione suwerenności", Zełenski jako uzurpator bez immunitetów, zapowiedź rosyjskiego pozwu do sądu ONZ przeciwko krajom bałtyckim w obronie ludności rosyjskojęzycznej.

W ramach tej spójnej konstrukcji, Rosja przedstawia się jako rzecznik globalnej równości wobec rasistowskiego, kolonialnego Zachodu, a prawo międzynarodowe — jako narzędzie zachodniej dominacji, które należy odzyskać. Teza o braku rosyjskich kolonii jest historycznie wątpliwa, jeśli wziąć pod uwagę ekspansję imperium na Kaukaz, do Azji Środkowej i na Syberię, ale jej siła nie leży w prawdziwości, lecz w użyteczności dla audytorium, które kolonializm kojarzy wyłącznie z morską ekspansją Europy Zachodniej. To narracja eksportowa, sformułowana w języku prawa, by zyskać pozór instytucjonalnej legitymizacji.
Ta sama logika biegnie do wewnątrz. Na sesji o „tajemnicach zagranicznego agenta" wystąpił Andriej Ługowoj, deputowany oskarżany w Wielkiej Brytanii o udział w zabójstwie Aleksandra Litwinienki, ubolewając, że władze „zbyt późno" dostrzegły zagraniczne wpływy. Wiceminister sprawiedliwości Oleg Swiridienko poinformował, że spośród ponad tysiąca dwustu osób w rejestrze agentów zagranicznych pięćset lub więcej zbiegło za granicę i próbuje obchodzić ograniczenia majątkowe przez umowy darowizny, a rząd lukę tę „wkrótce" usunie. Rejestr agentów w kraju i zapowiedź pozwu w obronie rosyjskojęzycznych za granicą to dwie strony jednego narzędzia: prawa jako instrumentu klasyfikacji ludzi na lojalnych i wrogich, stosowanego symetrycznie wewnątrz i na zewnątrz.
Legitymizacji tej dostarcza również obecność głosów zachodnich. Karin Kneissl, była minister spraw zagranicznych Austrii, dziś szefowa centrum G.O.R.K.I. na Uniwersytecie Petersburskim, moderowała sesję o „używaniu prawa jako broni" w relacjach rosyjsko-zachodnich. W jej ramie zachodnie sądownictwo jest upolitycznionym narzędziem nacisku, a rosyjskie prawo — tarczą suwerenności. Sama Kneissl rozumie swoją rolę zapewne jako niezależnej ekspertki kwestionującej zachodnią hipokryzję; w ekonomii forum pełni funkcję inną — zachodniej twarzy uwierzytelniającej rosyjski przekaz dla ośrodków prawnych Południa. To, jak rozumie siebie mówca, i to, jaką pracę wykonuje jego obecność, to dwie różne rzeczy.
Czego nie zobaczył Zachód

Zachodnie media skupiły się na forum ekonomicznym, bo tam pojawiają się liczby, kontrakty i nazwiska inwestorów. Forum prawnicze dostarcza czegoś trudniejszego do skwantyfikowania, ale ważniejszego dla prognozy: matrycy, według której rosyjskie elity rozumieją własne państwo. W jednym programie zmieściły się wykłady o regulacji kryptoaktywów i pochwała Wyszyńskiego, sesja o agentach AI i wiersz o tęsknocie za ZSRR, projekt ustawy technologicznej i apel o przepisanie konstytucji. Pozorny chaos układa się w spójny obraz systemu, który modernizację traktuje jako technikę, a ideologię jako cel.
Tę spójność trzeba opatrzyć zastrzeżeniem. „Fabryka ideologii" to rama Nowej Gaziety, którą tu przejmuję, ale sama redakcja nazwała forum „mętną wodą", i część tej mętności jest realna. Niejedna równoległa sesja o arbitrażu czy kryptowalutach to po prostu praca korporacyjnych prawników, którym do ideologii nic; nie każdy mówca realizuje zamysł. Spójność, którą tu rekonstruuję, jest odczytaniem kierunku, nie dowodem, że aparat działa jednym planem.
Rejestr scen z tego samego programu dopełnia obrazu. Margarita Simonjan, szefowa medialnego holdingu Russia Today, poprowadziła sesję „Historyczna amnezja Europy", na której były wiceprokurator generalny określił wojnę z Ukrainą jako „metafizyczną walkę światła i ciemności". Nikita Michałkow zamknął forum sesją „Biesogon i Prawo 3.0", na której o prawie nie mówił wcale, za to częstował salę bimbrem własnej marki pod okrzyk „Za zwycięstwo". Forum prawnicze, które kończy się toastem reżysera-propagandysty, samo deklaruje swój gatunek: ideologiczny konwent w kostiumie konferencji.

Pięć sygnałów układa się w jedną diagnozę. Prawo funkcjonuje jako ideologia, nie jako zbiór norm, bo przy rozmytym ustawodawstwie liczy się retoryka, nie przepis. Konstytucja jest traktowana jako projekt otwarty, którego rewizję testuje się publicznie. Technologia zostaje wpisana w ramę wartości i staje się nośnikiem narracji. Aparat siłowy otwarcie projektuje powrót do sowieckiego modelu wychowania. A na zewnątrz cały ten ustrój sprzedaje się jako antykolonialna alternatywa dla Zachodu. Każdy z tych sygnałów z osobna można zlekceważyć jako folklor pojedynczego mówcy. Razem opisują kierunek.
Petersburskie Forum Prawnicze jest bliższe ideologicznemu zjazdowi niż konferencji prawniczej — i właśnie dlatego mówi o przyszłości Rosji więcej niż forum, które Zachód oglądał zamiast niego. Prawo, które przestaje wiązać rządzących, nie znika — zmienia adresata ochrony: nie obywatela przed państwem, lecz państwo przed obywatelem.
Pierwodruk: X Article, 29.06.2026
Do cytowania: Denis Salnikov, „Petersburskie Forum Prawnicze jako fabryka ideologii”, Analiza Wschodu, 29.06.2026, https://analizawschodu.pl/teksty/petersburskie-forum-prawnicze.html
Tekst © Denis Salnikov. Cytowanie z podaniem źródła i linku — proszę bardzo. Przedruk całości albo użycie wykresu po ustaleniu: ds@analizawschodu.pl
* Grafiki oznaczone gwiazdką są ilustracją poglądową i mogą zawierać elementy wygenerowane przez AI. Wykresy, osie czasu i tabele gwiazdki nie mają — ich liczby pochodzą ze źródeł podanych pod nimi.