Analiza Wschodu
Kierunek Wschodni

Armenia: głosowanie, które zmieni życie ludzi bez głosu

W niedzielę Armenia będzie głosować nie tylko na partie, ale na kierunek: głębsze zakotwiczenie w Unii Europejskiej i zachodnich strukturach bezpieczeństwa czy próbę utrzymania „równowagi” wobec Rosji i Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej. Dla rządu Paszyniana to moment, w którym trzeba zbalansować odejście od rosyjskich gwarancji bezpieczeństwa po Karabachu z faktem, że Rosja nadal odpowiada za istotną część ormiańskiego handlu zagranicznego.

W ormiańskiej debacie o „pro-UE” i „pro-eurazjatyckim” kursie przewijają się znane grupy: elity gospodarcze przywiązane do rosyjskiego rynku, diaspora naciskająca na zachodni zwrot oraz armia i służby żyjące od dekad w logice sojuszu z Moskwą. Rzadko mówi się natomiast o grupie bez prawa głosu, która od 2022 roku wyraźnie zmieniła Erywań – o rosyjskich przybyszach, którzy często nazywają siebie nie emigrantami, lecz „relokantami”, jakby ich wyjazd był tylko przesunięciem współrzędnych, a nie zerwaniem z Rosją.

Rosyjska fala była przede wszystkim katalizatorem procesów, które w Armenii już trwały. Ceny najmu w Erywaniu rosły od lat, lecz po 2022 roku skoczyły mocniej, bo do konkurencji o mieszkania w centrum dołączyli przyjezdni z Moskwy i Petersburga z wyższym budżetem i innymi oczekiwaniami. W usługach część nowych kawiarni, klubów gamingowych i małych biznesów zakładali relokanci, podnosząc standard obsługi, ale lokalni przedsiębiorcy szybko kopiowali te wzorce i korzystali z większego ruchu. Równolegle z napływem ludzi rosła obecność rosyjskich firm i platform – od Yandexa po setki ormiańskich MŚP korzystających z Wildberries i Ozon – co przyniosło dodatkowy handel i miejsca pracy, ale stworzyło nowy kanał zależności od rosyjskiej infrastruktury cyfrowej.

Pęk kluczy wisi na baterii skrzynek pocztowych przed blokiem o zmierzchu; w głębi dachy Erywania i stożek Araratu.
Grafika poglądowa*

To, co od 2022 roku dzieje się w Armenii, nie jest zjawiskiem odosobnionym. Podobne fale rosyjskiej migracji przeszły przez Tbilisi i Batumi, a w mniejszej skali przez Baku, zmieniając rynek mieszkań, strukturę usług i napięcia wokół prozachodniego kursu w całym regionie Kaukazu. Według szacunków ONZ i armeńskich służb migracyjnych w latach 2022–2023 do Armenii przyjechało ponad milion obywateli Rosji, z czego co najmniej kilkadziesiąt tysięcy zostało na dłużej. Rosjanie stanowili około 58 procent osób, które w 2022 roku otrzymały w Armenii stały pobyt. W kraju liczącym niespełna trzy miliony mieszkańców oznacza to, że w pewnym momencie co dziesiąty dorosły mieszkaniec Erywania mógł być nowym przybyszem z Rosji – wielu z nich z antywojennej opozycji, z doświadczeniem protestów, niezależnych mediów i NGO. To ludzie, którzy realnie współtworzą dzisiejszą Armenię i będą żyli ze skutkami niedzielnego głosowania, choć nie mają prawa wyborczego ani własnej partii w kampanii. Ta opowieść jest o nich i o tym, co ich obecność robi z armeńskim państwem w momencie, gdy próbuje ono wyjść z rosyjskiej orbity, nie zrywając ostatnich lin bezpieczeństwa.

Miasto po fali: jak wygląda Erywań w 2026 roku

Erywań 2026 roku to miasto, w którym skutki fali 2022–2023 widać najpierw w ogłoszeniach o wynajmie, a dopiero potem w plakatach wyborczych. Ceny mieszkań rosły już wcześniej, ale wojna i rosyjska migracja sprawiły, że w ciągu kilkunastu miesięcy część rynku przeskoczyła w rejony, które w 2021 roku wydawały się nie do wyobrażenia. Jeszcze przed pełnoskalową inwazją za około 600 euro można było wynająć w Erywaniu przyzwoite mieszkanie w centrum; kilka miesięcy po lutym 2022 właściciele tych samych lokali żądali już około 1200 euro, a pośrednicy mówili o wzroście stawek rzędu 30–40% w jednym sezonie. W 2023 roku średni czynsz za jednopokojowe mieszkanie w śródmieściu sięgał prawie 1000 dolarów, czyli około 400 tysięcy dramów. Rynek pozostaje chwiejny – raporty z 2025 roku opisują stabilizację i lekką korektę po szczycie, ale nie powrót do realiów sprzed wojny.

Dane rynkowe za 2024–2025 pokazują, że najem kawalerki w centrum Erywania zbliżył się do warszawskiego, mimo trzykrotnie niższych zarobków (wykres niżej). W mieście o trzykrotnie niższych średnich zarobkach wynajem mieszkania w dobrej lokalizacji stał się tylko niewiele tańszy niż w polskiej stolicy. To podobny szok mieszkaniowy, jaki polskie miasta przeżyły po 2022 roku po przyjęciu milionów uchodźców z Ukrainy. Wcześniej, choć na mniejszą skalę, przechodziły go ośrodki masowej migracji z Rosji, Białorusi i Ukrainy – cypryjskie Limassol czy Lizbona – gdzie napływ nowych mieszkańców szybko wywindował czynsze poza zasięg lokalnej klasy średniej.

Czynsz kawalerki w centrum Erywania: ~2,6 tys. zł w 2021 roku, szczyt ~5,1 tys. w 2022, korekta do 3,1–3,3 tys. w latach 2024–2025. Linia odniesienia: Warszawa 4,4 tys. zł.
Źródło: Dane rynkowe 2021–2025; wartości z euro przeliczone na zł po kursie ~4,3. Czynsze za kawalerkę w śródmieściu; wartość z 2021 r. orientacyjna.

To napięcie najłatwiej zobaczyć nie w tabelach, lecz wieczorem na ulicach. Jeden z moich wieloletnich znajomych, mieszkający w Erywaniu od jesieni 2022 roku, opowiada, że jesienią 2023 „w listopadowy wieczór w centrum wciąż widziało się mnóstwo rosyjskich twarzy”, ale rok później, po fali wyjazdów do Unii Europejskiej i częściowo z powrotem do Rosji, „tych twarzy było już wyraźnie mniej”. Ta obserwacja współgra z danymi migracyjnymi: liczba nowych zezwoleń na pobyt wydawanych obywatelom Rosji spadła z 8 660 w 2022 roku do około 3 350 w 2023 i 3 381 w 2024, przy utrzymującym się napływie nowych osób. Miasto nie tyle „zostało po fali puste”, ile przeszło w stan ciągłej rotacji: jedni wyjeżdżają dalej, inni zajmują ich miejsce, a ciężar cenowy dla lokalnych pozostaje.

Zmieniła się również mapa usług. Część nowych kawiarni, klubów gamingowych i małych lokali gastronomicznych otwierali przyjezdni, często z nastawieniem na „moskiewski” standard sprzętu i obsługi. Szybko okazało się jednak, że nie są to wyłącznie enklawy „dla swoich”. W wielu takich miejscach zaczęli bywać młodzi Ormianie, Ukraińcy, Białorusini oraz inni przyjezdni z krajów byłego ZSRR, dla których rosyjski pozostaje językiem codzienności.

Zmienił się też sposób, w jaki Erywań organizuje codzienne życie. Po 2022 roku rosyjskie aplikacje do dostaw jedzenia i zakupów oraz marketplace’y takie jak Wildberries czy Ozon stały się dla wielu relokantów i części lokalnych podstawowym kanałem zakupów – od jedzenia po elektronikę i ubrania. Ich wejście ułatwiło życie przyjezdnym, przeniosło do Armenii nowe nawyki konsumpcyjne i uzależniło część gospodarki od platform poza zasięgiem armeńskiego regulatora. Równolegle lokalni przedsiębiorcy zaczęli kopiować rozwiązania relokantów: nowy typ kawiarni, klub komputerowy z dobrym sprzętem, lepiej zorganizowany serwis – to dziś nie tylko „rosyjskie wynalazki”, lecz element szerszej modernizacji erywańskiej sfery usług.

Lejek z trzema pasmami — ponad milion przekroczeń granicy w latach 2022–2023, tranzyt i selekcja, kilkadziesiąt tysięcy, które zostają — obok szeregu nowych zezwoleń: 8 660 w 2022, 3 350 w 2023, 3 381 w 2024.
Źródło: Migration and Citizenship Service / EMN Country Factsheet 2024; szacunki ONZ i armeńskich służb migracyjnych.

Za nowymi lokalami stoją konkretne wpisy w rejestrach. Od końca lutego 2022 do końca marca 2023 obywatele Rosji zarejestrowali w Armenii 2 613 spółek i 6 248 jednoosobowych działalności – dla porównania Ukraińcy 70 i 67, Białorusini 101 i 129 – często w handlu i usługach miejskich, w tym gastro. To mniejsza skala niż w Polsce, gdzie w latach 2022–2023 Ukraińcy otworzyli łącznie około 48 tysięcy jednoosobowych działalności gospodarczych, ale mechanizm jest podobny: migracja w momencie kryzysu bardzo szybko zamienia się w przedsiębiorczość, która zmienia strukturę rynku.

Skalę zainteresowania tymi kierunkami widać nawet po liczbach z Telegrama. Rosyjskojęzyczna grupa „Переезд в Армению: Поиск жилья” („Przeprowadzka do Armenii: szukanie mieszkania”) skupia obecnie około 6,5 tysiąca osób szukających dachu nad głową w Armenii, podczas gdy czat „ИП в Польше” („JDG w Polsce”), poświęcony indywidualnej przedsiębiorczości nad Wisłą, ma już około 12,5 tysiąca członków, a kanał „Работа в Тбилиси” („Praca w Tbilisi”) – około 18,5 tysiąca subskrybentów. To nie jest porównanie jeden do jednego, ale dobrze pokazuje, że Armenia, Polska i Gruzja tworzą wspólną mapę rosyjskojęzycznych migracji: w jednym miejscu szuka się przede wszystkim mieszkania, w drugim – przepisów na firmę, w trzecim – pracy na miejscu.

W przeciwieństwie do Belgradu czy części Tbilisi, w Erywaniu rosyjska bańka jest mniej szczelna. Po pierwsze, niemal każdy Ormianin w mieście mówi po rosyjsku lub przynajmniej go rozumie; po drugie, niezależnie od polityki, po 2020 roku wiele rodzin ma w Rosji krewnych, doświadczenie studiów czy pracy. Ten brak bariery językowej sprawia, że „rosyjskie miejsca” rzadko pozostają hermetyczne – łatwiej do nich wejść i z nich wyjść. To z kolei powoduje, że część relokantów po kilku latach mówi o naturalnej integracji. Na poziomie miasta widać więc podwójną zmianę: Erywań stał się droższy i gęściej zabudowany symbolami klasy średniej, a jednocześnie bardziej wielogłosowy – w kawiarniach, na ulicach, w coworkach i w kolejce do rejestru migracyjnego miesza się ormiański, rosyjski i ukraiński.

Fale, nie jedna fala: 2022–2026

Pierwsza fala rosyjskiej migracji do Armenii w 2022 roku była przede wszystkim falą ucieczki wojennej. Granicę przekraczały dziesiątki tysięcy ludzi z Moskwy, Petersburga i innych dużych miast, często z IT, NGO, mediów, z doświadczeniem protestów i pracy w środowiskach opozycyjnych. Badanie ZOiS z końca 2022 roku, oparte na wywiadach z ponad 1600 rosyjskimi migrantami w Armenii i Gruzji, pokazuje, że w obu krajach dominują młodzi mieszkańcy dużych miast, nadreprezentowane są osoby z Moskwy i Petersburga, a poziom wykształcenia i wcześniejszej aktywności obywatelskiej jest wyraźnie wyższy niż w społeczeństwie rosyjskim ogółem. W Armenii 25% badanych deklaruje udział w protestach przeciw wojnie jeszcze przed wyjazdem z Rosji, około trzech czwartych jednoznacznie obarcza odpowiedzialnością za wojnę rosyjskie władze, a około 66% ma pozytywny stosunek do Zełenskiego. To jest ta grupa, którą najłatwiej mylić z „liberalną emigracją” – i która w ormiańskich kawiarniach i coworkach stała się widoczna od razu.

Trzy fazy emigracji rosyjskiej do Armenii: ucieczka wojenna w 2022 roku, selektywny odpływ w latach 2023–2024 i późna relokacja „komfortu” w latach 2025–2026, politycznie bardziej zróżnicowana.
Źródło: wykres własny; dane i odnośniki w tekście

Na poziomie przepływów skala była ogromna. Według danych ONZ i armeńskich służb migracyjnych w samym 2022 roku granicę Armenii przekroczyło ponad 600 tysięcy obywateli Rosji, a w latach 2022–2023 łącznie ponad milion, przy czym część robiła to wielokrotnie. W niektórych miesiącach Rosjanie stanowili 40–45% wszystkich przyjazdów turystycznych i migracyjnych do kraju, a Armenia znalazła się na drugim miejscu wśród państw WNP pod względem napływu rosyjskich turystów i relokantów. To ta fala sprawiła, że w Erywaniu zaczęły powstawać gamingowe kluby i kawiarnie prowadzone przez przyjezdnych, a rynek mieszkań przeszedł opisany wcześniej szok cenowy.

Od końca 2023 roku obraz zaczął się jednak wyraźnie zmieniać. Statystyki migracyjne na poziomie kraju pokazują serię lat z dodatnim saldem: od około 6,1 tysiąca osób w 2022 roku, przez 41,4 tysiąca w 2023, po 76,9 tysiąca w 2024 roku, kiedy do Armenii przyjechało około 119,5 tysiąca osób, a wyjechało 42,6 tysiąca. Z perspektywy mieszkańców Erywania widoczny był przede wszystkim odpływ pierwszej fali. Już w 2023 roku wielu przyjezdnych traktowało Armenię jako przystanek: kto załatwił dokumenty do Hiszpanii, blue card w Niemczech, wizy do Włoch czy USA, ruszał dalej w latach 2023–2024; inni wracali do Rosji, bo emigracja okazała się finansowo i psychicznie trudniejsza, niż oczekiwali.

W latach 2024–2025 zmiana stała się widoczna w tkance rosyjskiej społeczności. W Erywaniu zamykały się kolejne miejsca prowadzone przez relokantów – nie dlatego, że zabrakło Rosjan w ogóle, lecz dlatego, że wyjechała kluczowa część stałych klientów lub sami właściciele, a nowi przyjezdni nie chcieli lub nie mogli przejąć biznesu. Na poziomie statystyk po szczycie 2022–2023 spadły rejestracje na dłuższy pobyt, a część mieszkających funkcjonuje w trybie „wizoranów” – cyklicznego przekraczania granicy z minimalną biurokracją.

Dopiero na tym tle sensownie wygląda trzecia fala, która zaczęła się wyraźnie rysować pod koniec 2025 i w 2026 roku. Administratorzy dużych rosyjskojęzycznych społeczności migracyjnych w Armenii podkreślają, że fala migracji 2026 roku jest największa od kilku lat, a telegramowe grupy typu „Przeprowadzka do Armenii: szukanie mieszkania” znowu puchną od pytań o mieszkania, rejestrację i podatki. To już inna grupa niż ci z pierwszych miesięcy wojny: więcej osób, które w latach 2022–2024 zostawały w Rosji, a do spóźnionej relokacji skłoniły je dopiero sankcje, pogarszający się internet, problemy z dostawami i narastająca niepewność gospodarcza – a nie sam sprzeciw wobec wojny. Wewnątrz środowiska wcześniejszych przyjezdnych ta różnica motywacji bywa odczytywana z dystansem: relokacja „bo gorzej działa dostawa, a nie dlatego, że jest wojna” postrzegana jest inaczej niż ucieczka z 2022 roku. To jednak ocena formułowana wewnątrz grupy, nie rozstrzygnięcie analityczne – granice między falami pozostają płynne.

Poziome słupki postaw pierwszej fali rosyjskich migrantów w Armenii, koniec 2022: ponad 80% przeciw wojnie, ok. 75% obarcza winą władze Rosji, ok. 66% pozytywnie o Zełenskim, ok. 25% brało udział w protestach, poniżej 10% pozytywnie o Putinie.
Źródło: ZOiS Report 2/2023 (Krawatzek, DeSisto, Soroka); FES. Badanie face-to-face, ponad 1600 respondentów w Armenii i Gruzji, koniec 2022.

Nowszy raport ZOiS o „politycznej różnorodności nowej migracji z Rosji” przypomina zresztą, że nie ma jednego liberalnego exodusu. Armenia i Gruzja przyciągnęły rzeczywiście wysoki odsetek młodych, dobrze wykształconych migrantów z dużych miast, w tym wielu pracowników IT, z istotnym doświadczeniem protestów i jasno antywojennym stanowiskiem; w Armenii większość badanych uważa, że Rosjanie za granicą powinni protestować przeciwko własnemu rządowi. W Turcji i Kazachstanie profile są bardziej zbliżone do „średniej” rosyjskiej, z większą obecnością postaw prorządowych, a w Kirgistanie widać mieszankę obu trendów. Z perspektywy Armenii oznacza to, że pierwsza fala rzeczywiście była wyraźnie antywojenna i liberalna, kolejne fale są znacznie bardziej zróżnicowane – i w ich ramach równie łatwo spotkać byłego uczestnika demonstracji, jak i kogoś, kto od polityki trzyma się jak najdalej.

To zróżnicowanie pomaga też lepiej zrozumieć różnice między Armenią a Polską. W Polsce uchodźcy z Ukrainy nie mają praw wyborczych – podobnie jak rosyjscy relokanci w Armenii – ale od początku dostali szeroki pakiet praw socjalnych i dostępu do rynku pracy: pełne prawo do zatrudnienia, świadczeń rodzinnych, opieki zdrowotnej, a także możliwość zakładania firm, co w latach 2022–2023 zaowocowało rejestracją około 48 tysięcy jednoosobowych działalności gospodarczych i tym, że co dziesiąta nowa firma w Polsce była firmą ukraińską. W Armenii ramy prawne są węższe, a rosyjscy przybysze – nawet najbardziej zaangażowani politycznie – pozostają z bardziej ograniczonym dostępem do formalnych ścieżek integracji, co redukuje ich wpływ na instytucje do pośrednich kanałów: rynku pracy, mediów, NGO i sieci kontaktów.

Te trzy fale – wojennej ucieczki, selektywnego odpływu i późnej relokacji komfortu – razem tworzą to, co w Erywaniu widać dziś gołym okiem i o czym mówią też inni rozmówcy: znajomi z IT przeniesieni z Moskwy na kontrakty w Armenii, dziennikarze i aktywiści, którzy traktują Erywań jako bezpieczniejszą bazę, przedsiębiorcy, którzy otwierali bary i kluby w 2022 roku, a zamknęli je dwa lata później, pracownicy usług, którzy woleli zostać i „po prostu żyć”. W efekcie rosyjska obecność w Armenii nie jest już jedną heroiczną opowieścią o emigracji antywojennej, lecz zbiorem nałożonych na siebie warstw – od politycznie przegrzanych do kompletnie apolitycznych – a to, która z nich okaże się ważniejsza dla armeńskiej polityki po najbliższych wyborach, pozostaje otwarte.

Niezależnie od tego, do której fali ktoś należy — tej antywojennej z 2022, tej obrotowej z 2023 czy tej „komfortowej" z 2026 — wynik niedzielnego głosowania dotknie ich w tym samym miejscu: bezpieczeństwie osobistym i pewności, że Armenia nie odsprzeda ich Moskwie.

Co dla nich znaczy wynik wyborów

Dla rosyjskich relokantów w Armenii niedzielne wybory nie są abstrakcyjnym głosowaniem „o geopolityce”, tylko praktycznym pytaniem: czy będzie tu bezpieczniej niż w Rosji, Gruzji czy Turcji, i na jak długo. Wynik nie da im prawa głosu, ale może radykalnie zmienić dwie rzeczy, które są dla nich kluczowe: poziom ryzyka ze strony rosyjskich struktur państwowych oraz to, jak Armenia ułoży sobie relacje z Moskwą w sprawach ekstradycji i obecności rosyjskich służb na swoim terytorium.

W tle wisi pamięć konkretnych „złych przypadków”. W grudniu 2023 roku rosyjska żandarmeria wojskowa zatrzymała w Giumri rosyjskiego dezertera Dmitrija Setrakowa i wywiozła go do Rosji bez żadnej procedury prawnej – armeńska Prokuratura Generalna oświadczyła, że nie otrzymała wniosku ekstradycyjnego, a organizacje praw człowieka opisały sprawę jako pozasądowe porwanie, nie ekstradycję. Kilka miesięcy wcześniej armeńskie służby zatrzymały na wniosek Moskwy rosyjskiego obywatela oskarżonego o dezercję, a następnie – pod presją opinii publicznej – zwolniły go z aresztu, co pokazało, jak duża jest szara strefa między literą umów a realną praktyką. W 2025 roku media opisywały też przypadek antywojennej aktywistki Lilii Maniuchiny, skazanej w Rosji formalnie za „rozbój” (rzekomą kradzież pistoletu podczas wieszania antywojennych plakatów – Memoriał uznaje ten wyrok za polityczny), która 30 sierpnia 2025 roku została w Armenii zatrzymana na podstawie rosyjskiego wniosku ekstradycyjnego i przez wiele tygodni przebywała w areszcie, zanim sprawa trafiła do sądów wyższej instancji.

Erywańska ulica o zmierzchu: oświetlone witryny i kawiarnie, przechodnie na szerokim deptaku, wieża telewizyjna na wzgórzu w tle.
Grafika poglądowa*

Na tym tle symboliczna jest decyzja o wyprowadzeniu FSB z lotniska w Erywaniu. W 2024 roku Armenia oficjalnie poprosiła Moskwę o zakończenie pracy rosyjskich pograniczników na lotnisku Zvartnoc; w lipcu 2024 podpisano protokół o przejęciu kontroli granicznej przez armeńskie służby, a rosyjska Straż Graniczna FSB zakończyła tam służbę po 32 latach obecności. Dla wielu rosyjskich migrantek i migrantów to był widoczny sygnał: przy wlocie do kraju nie stoi już rosyjska formacja, która wcześniej bywała oskarżana o nadużycia, zawracanie niewygodnych osób i „wzmacnianie wrażliwości” granicy Armenii na oczekiwania Moskwy. Zwykła scena – wejście na pokład samolotu do Erywania ze świadomością, że po drugiej stronie paszport sprawdzi Armeńczyk, a nie oficer FSB – dla wielu z nich stała się prostym wskaźnikiem kierunku, w którym idzie państwo gospodarza.

Wynik wyborów zdecyduje, czy ten kierunek zostanie utrzymany i wzmocniony, czy raczej zahamowany. Sondaż Breavis z maja 2026 (5–11 maja, 1 551 respondentów) daje partii Paszyniana blisko 65% zdecydowanych wyborców, przy żadnej partii opozycji powyżej 12% – kontynuacja prozachodniego kursu jest dziś scenariuszem bazowym. W tym wariancie można spodziewać się dalszego ograniczania współpracy z Rosją w sprawach ekstradycji i mniejszej skłonności do realizowania rosyjskich wniosków o wydanie aktywistów, dezerterów czy dziennikarzy. Przewodniczący parlamentu Alen Simonian mówił już w 2026 roku wprost, że Erywań nie planuje wydawać rosyjskich obywateli na żądanie Moskwy, co w połączeniu z wyprowadzeniem FSB z lotniska układa się w spójną linię polityczną. Dla relokantów, zwłaszcza tych z wyrokami w Rosji albo doświadczeniem przemocy ze strony rosyjskich służb, to jest realna różnica: nie między byciem „obywatelem” a „nie-obywatelem”, tylko między życiem z walizką spakowaną „na wszelki wypadek” a możliwością planowania przyszłości w horyzoncie kilku lat.

Scenariusz odwrotny – powrót do „równoważenia” wobec Rosji i Zachodu – jest dziś mniej prawdopodobny, ale nie można go wykluczyć; w nim ta sama grupa znalazłaby się w trudniejszej sytuacji. Moskwa już dziś stara się wzmocnić narzędzia prawne pozwalające chronić własnych obywateli, którzy służą w rosyjskiej armii, przed ekstradycją do państw trzecich, a jednocześnie agresywnie ściga aktywistów antywojennych za granicą. W takim układzie każde wahnięcie Erywania w stronę „normalizacji” relacji z Kremlem będzie przez nich czytane przez pryzmat konkretnych przypadków – jak ten dezertera spod Giumri czy sprawy Maniuchiny: czy Armenia stanie po stronie prawa człowieka, czy po stronie wojskowych umów z Rosją.

Kim są ci, którzy zostali

Badania ZOiS i FES pokazują, że rosyjscy migranci w Armenii to w przeważającej części młodzi, miejscy i dobrze wykształceni, z silnym komponentem IT. Na szczycie siedzi warstwa programistów, product managerów, specjalistów od danych, cyberbezpieczeństwa i startupów – często przeniesionych kontraktowo do Erywania przez duże firmy – a poniżej rozciąga się warstwa pracy usługowej i małej przedsiębiorczości, widoczna choćby w historii jednego rozmówcy: gastronomia, agencja marketingowa, później centrum kynologiczne.

Wnętrze kawiarni pełniącej funkcję biura: kilkanaście osób przy laptopach, za wysokimi oknami panorama miasta.
Grafika poglądowa*

Z badań i lokalnych analiz wynika, że około 30–40% tej nowej migracji w Armenii wiąże się bezpośrednio z IT i usługami informacyjnymi – w Gruzji ten odsetek jest niższy – reszta to usługi, drobny handel, freelance, edukacja, media i NGO. Apri Institute szacuje, że po 2022 roku większość nowo przybyłych Rosjan do Armenii to specjaliści IT, a do końca 2023 roku w kraju mogło zostać około 60 tysięcy Rosjan, głównie w Erywaniu. Kursiv i nowsze analizy mówią o około 50 tysiącach programistów i około 2 tysiącach relokowanych firm IT, które w ciągu pierwszych dwóch lat wojny zwiększyły liczbę pracowników IT w kraju o mniej więcej 50%.

Na poziomie makro ta grupa stała się jednym z głównych silników armeńskiej gospodarki. OECD zwraca uwagę, że już w 2022 roku sektor ICT urósł o około 20% i wygenerował około 4,5% PKB Armenii, wskazując na relokację firm i specjalistów z Rosji jako główny czynnik tego skoku. Dane rządowe i branżowe z 2024–2025 rysują jeszcze mocniejszy obraz: według armeńskiego Ministerstwa Gospodarki i Komitetu Statystycznego gospodarka kraju urosła o 7,2% w 2025 roku, a wśród trzech najszybciej rosnących sektorów wymienia się budownictwo, usługi finansowe i ICT. Sektor high-tech urósł w osiem lat kilkunastokrotnie w liczbie firm i niemal trzykrotnie w zatrudnieniu (wykres niżej). Technologie i szerzej pojęty sektor high-tech generują dziś około 7% PKB Armenii, a w ostatniej dekadzie rosły w tempie 20–25% rocznie, z pojedynczymi latami o jeszcze wyższej dynamice.

Dwa bloki: aktywne firmy high-tech w Armenii rosną z 650 w 2017 roku do 10 778 w 2025 (×16,6), zatrudnienie z 15 350 do 41 431 (×2,7). Bloki mają różne skale.
Źródło: Ministerstwo Wysokich Technologii Armenii (2025); OECD (ICT 2022). Dane dla całego sektora high-tech, nie tylko IT.

Wokół relokowanych firm powstał cały ekosystem coworków, szkół programowania i serwisów płatniczych — co z jednej strony daje miejsca pracy, z drugiej tworzy nowy kanał potencjalnej presji gospodarczej. Armenia idzie ścieżką, którą Cypr przeszedł dekadę temu. Tam sektor ICT urósł do 11–16% wartości dodanej brutto i stał się jednym z głównych motorów gospodarki dzięki relokacji firm z Rosji, Ukrainy i Białorusi. W Armenii technologia odpowiada dziś za 5–7% PKB, ale rośnie w tempie 20–25% rocznie, głównie na fali powojennej migracji z tych samych krajów.

Na poziomie jednostkowym przekłada się to na duże różnice wewnątrz grupy. Programista na relokowanym kontrakcie w dużej firmie zarabia często kilkukrotność armeńskiej średniej, płaci podatki w nowym państwie, wynajmuje mieszkanie w centrum i jest beneficjentem kursu Armenii ku integracji z Zachodem. Z kolei barista, barman czy trener psów, pracujący w lokalach otwieranych przez relokantów, dużo bardziej zależą od kondycji realnej gospodarki i nastrojów klientów – ich stawka w wyborach jest bardziej przyziemna niż geopolityczna. Profil tej grupy jest paradoksalny: w ujęciu PKB i statystyk sektora tech rosyjscy migranci to nowy silnik armeńskiej gospodarki, lecz ich wewnętrzne zróżnicowanie sprawia, że ten sam wynik wyborów odczytują bardzo różnie ludzie żyjący w jednym mieście i często siedzący w tej samej kawiarni.

Migracja jako narzędzie wpływu – i co z tym zrobi Armenia

Rosyjska migracja po 2022 roku jest dla Armenii jednocześnie ratunkiem i ryzykiem. Z jednej strony uruchomiła gwałtowny wzrost w sektorze IT, usług i części eksportu – do tego stopnia, że technologie i szerzej pojęty high-tech odpowiadają dziś za szacunkowe 5–7% PKB, a liczba firm i pracowników w branży urosła w kilka lat wielokrotnie. Z drugiej strony duża część tego wzrostu jest powiązana z rosyjskimi sieciami gospodarczo-społecznymi: firmami, które w Armenii tylko „podczepiły” się pod lokalne prawo, platformami obsługującymi płatności i logistykę oraz tysiącami ludzi pozostających w szarej strefie między emigracją a relokacją.

Z perspektywy Moskwy taki układ jest wygodny. Rosyjska władza może pozwolić części niepokornych obywateli „wyjechać zamiast protestować”, zrzucając koszty ich utrzymania na państwa tranzytowe i docelowe, a jednocześnie trzymać nad nimi cień rosyjskich wyroków, listów gończych, wniosków ekstradycyjnych i presji gospodarczej na kraje przyjmujące ich firmy i pieniądze. W Armenii widać to szczególnie ostro: w latach 2022–2024 ten sam kanał, którym płyną programiści i podatki, może posłużyć do wymuszania decyzji w sprawie dezerterów, aktywistek antywojennych czy regulacji rosyjskich platform.

Niedzielne wybory w Armenii w dużej mierze przesądzą, jak państwo odpowie na tę podwójną logikę. Faworyzowany w sondażach kurs prozachodni oznacza stopniowe domykanie przestrzeni, w której Rosja łączy migrację, prawo karne i platformy ekonomiczne w pakiet nacisku: mniej miejsca dla FSB na granicy, twardsze podejście do ekstradycji, większą uwagę dla bezpieczeństwa danych i infrastruktury cyfrowej oraz bardziej przejrzyste zasady pobytu i pracy. Mniej prawdopodobny powrót do „równoważenia” wobec Moskwy i Zachodu pozostawiłby więcej elastyczności w negocjowaniu wyjątków i nieformalnych układów – ale właśnie tę elastyczność Rosja wykorzystywała, by zamieniać migrację i biznes w narzędzia wpływu w Gruzji, Kazachstanie i Armenii.

Dla samych relokantów stawką jest to, czy pozostaną przede wszystkim kapitałem ludzkim – programistami, przedsiębiorcami, specjalistami usług – czy staną się kartą przetargową w relacjach Armenii z Rosją i Zachodem. Dla Armenii stawką jest coś odwrotnego: czy zdoła wykorzystać ich obecność jako argument za uniezależnianiem się od Moskwy, pokazując, że potrafi chronić uciekających przed rosyjskim państwem i wbudować ich kompetencje w swoją gospodarkę, zanim Rosja odwróci tę logikę i przypomni Erywaniu, że każda fala migracji może być nie tylko darem, ale i dźwignią.

#KierunekWschodni #Armenia #Migracja


Pierwodruk: X Article, 03.06.2026
Do cytowania: Denis Salnikov, „Armenia: głosowanie, które zmieni życie ludzi bez głosu”, Analiza Wschodu, 03.06.2026, https://analizawschodu.pl/teksty/armenia-glosowanie.html
Tekst © Denis Salnikov. Cytowanie z podaniem źródła i linku — proszę bardzo. Przedruk całości albo użycie wykresu po ustaleniu: ds@analizawschodu.pl

* Grafiki oznaczone gwiazdką są ilustracją poglądową i mogą zawierać elementy wygenerowane przez AI. Wykresy, osie czasu i tabele gwiazdki nie mają — ich liczby pochodzą ze źródeł podanych pod nimi.

Kontakt ds@analizawschodu.pl
Do programu (do przeklejenia): Denis Salnikov — analityk Rosji i Europy Wschodniej. 26 lat w Rosji: Krasnodar i Moskwa; od kwietnia 2022 w Polsce. Absolwent i prelegent Szkoły Przywództwa Instytutu Wolności, słuchacz Studium Europy Wschodniej UW. Panelista Krynica Forum 2026. Autor serii #ZrozumiecRosje i #KierunekWschodni. Panele i wykłady po polsku, angielsku i rosyjsku.

Odpowiem, czy to coś, w czym mogę pomóc. Jeśli nie — powiem, do kogo warto się zwrócić.

Bieżąca analityka: @denissalnikovpl
#KierunekWschodni · #ZrozumiecRosje

Polityka prywatności · NIP 6751774248 · Tekst © Denis Salnikov