Kodeks lasu: jak rosyjskie państwo wydaje i odbiera kibicom licencję na przemoc
· Denis Salnikov
Rosyjskie państwo nie dopuszcza, żeby zorganizowana grupa zdolna do przemocy miała własną podmiotowość, niezależnie od tego, czy chodzi o chuliganów, „Españolę", czy Wagnera. Takich grup jednak potrzebuje, bo przemoc formalnie niepaństwowa daje mu to, czego armia dać nie może: możliwość zaprzeczenia za granicą i obraz oddolnego zaangażowania w kraju. Grupa dostaje więc tyle swobody, żeby można było się od niej odciąć albo nazwać ją głosem ludu, i nic ponad to. Taki układ nazywam licencją, a kibice piłkarscy są jego najmniej opisanym przypadkiem.
W marcu 2017 roku wicemarszałek Dumy Igor Lebiediew zaproponował, żeby ustawkę kibiców zamienić w dyscyplinę sportową: dwadzieścia osób na dwadzieścia, bez broni, na arenie, „Rosja byłaby pionierem nowego sportu". Osiem lat później najbardziej znana kibicowska formacja tej wojny, „Española", została rozwiązana, a w grudniu 2025 roku jej dowódca zginął na swojej daczy w Sewastopolu podczas zatrzymania przez uzbrojonych funkcjonariuszy. Państwo przez te lata kibiców tolerowało, potem ich chwaliło, potem dusiło czarnymi listami, imiennymi biletami i zainteresowaniem FSB, potem wysłało na front, a na końcu zaczęło im odbierać to, co samo wcześniej dało.
Kult czystych rąk
Pod koniec lat 90. rosyjskie bojówki biły się prętami zbrojeniowymi. Kibic CSKA Siergiej Płynin wspominał w 2020 roku zasadzki „z prętami" i mówił, że po zamieszkach przy meczu z reprezentacją Ukrainy w 1998 roku „to stopniowo zaczęło zanikać", a późniejsze bójki szły „już bez argumentów", jak w ruchu nazywa się broń.
15 kwietnia 2000 roku w Petersburgu, podczas starcia kibiców Dynamo Moskwa i Zenitu, w którym według jego uczestników „poszkodowanych od kamieni i prętów było wielu", zginął piętnastoletni Witalij Pietuchow. Władimir Kozłow w wydanej w 2008 roku książce „Kibice. Przeszłość i teraźniejszość rosyjskiego okołofutbolu” („Фанаты. Прошлое и настоящее российского околофутбола") uznaje tę datę za punkt zwrotny. Od tamtej pory w środowisku utrwala się to, co rozmówcy Kozłowa nazywają „kultem czystych rąk": walczy się rękami i nogami, bez noży, butelek i kamieni, a bojówka, która sięgnie po broń, traci reputację u pozostałych. Iwan Katanajew przyznaje, że hasło „styl rosyjski” („Русский стиль") łatwiej było sprzedać młodym niż angielskie „fair play".

Kodeks nie wszędzie obowiązywał. Raport „Ksenofobia w środowisku młodzieżowym”, przygotowany w 2009 roku przy wsparciu Moskiewskiej Grupy Helsińskiej, opisuje wołgogradzką bojówkę Nordland jako „słynącą” z pistoletów na gumowe kule: po jej starciu z rostowską UNG88 pięciu mieszkańców Rostowu trafiło do szpitala z ranami postrzałowymi. Takie bojówki zwykle stawały się w ruchu persona non grata i dostawały nawet od swoich.
Ustawka w lesie ma równe składy, umówione miejsce, nagranie i ranking, więc przypadkowy przechodzień przestaje być celem. Do składów trafiają ludzie z boksu, zapasów i sportów walki, a bez regularnych treningów nikt nie staje w pierwszej linii. Julia Glathe, socjolożka z Instytutu Europy Wschodniej Wolnego Uniwersytetu w Berlinie, opisuje to przesunięcie jako przejście do subkultury, która odrzuca alkohol i narkotyki i uprawia intensywny kult sprawności; wcześniejsza przemoc trybun szła w parze z ciężkim piciem. Pijany przegrywał w lesie i ośmieszał całą bojówkę, więc z piciem rozstawano się z powodów praktycznych. Portal ftbl.ru pisał w 2013 roku, że członkowie bojówek „najczęściej tak samo chodzą do pracy albo się uczą" jak ich rówieśnicy.

Ten sam ideał silnego, trzeźwego mężczyzny promowała skrajna prawica. Marka odzieżowa White Rex, którą w 2008 roku założył Denis Kapustin, wychowanek chuligańskiego środowiska Kolonii, a w Moskwie „Jarosławki", czołowej bojówki CSKA, organizowała od 2011 roku turnieje MMA „Duch Wojownika" („Дух Воина"). Na pierwszy, według Kapustina, przyszło do dwóch tysięcy widzów, a późniejsze gale pokazywała już rosyjska telewizja. Glathe opisuje, jak do 2014 roku turnieje MMA promowano wśród chuliganów w kibicowskiej sieci Fans Edge. Badacze Rene Nissen, Kirił Awramow i Jason Roberts piszą, że MMA sprofesjonalizowało uliczną przemoc i zamieniło ją w widowisko. Na galach „Ducha Wojownika" walczyli ludzie, którzy kilkanaście lat później dowodzili szturmowcami „Españoli", jak choćby, według Kapustina, Michaił „Pitbul" Turkanow.
Bojówka bez towaru
Ukraińscy chuligani w serii dokumentalnej „Pit Bull Fight", wydanej jesienią 2026 roku przez kijowską promocję sportów walki, opowiadają tę samą historię prawie tymi samymi słowami: ustawki piętnaście na piętnaście, zapaśnicy w pierwszej linii, „pijany nie wychodzi na bójkę", sport, który „odsiał" przypadkowych. Kodeks lasu obowiązywał w całej przestrzeni postsowieckiej, a drogi rozeszły się później, zależnie od tego, co z ruchem zrobiło państwo.
NagranieYouTube
W kilku krajach Europy Środkowej i na Bałkanach środowiska wyrosłe z trybun weszły w handel narkotykami, ściąganie długów i ochronę lokali. Najdalej zaszło to w Serbii. Według raportu Global Initiative Against Transnational Organized Crime z 2022 roku grupy wyrosłe ze stołecznych trybun współpracowały z czarnogórskim klanem kokainowym, wojna gangów pochłonęła po 2016 roku ponad 60 ofiar, a w 2021 roku aresztowano 30 osób z otoczenia jednego z liderów pod zarzutami zabójstw i handlu narkotykami. Ci sami ludzie utrzymywali kontakty z policją i bywali ochroną na państwowych uroczystościach.
O podobnych wyrokach dla rosyjskich bojówek nie słyszałem, a przejrzane przeze mnie opracowania akademickie oraz dziennikarskie nie podejmują tematu w żadną stronę. W rozmowach z ludźmi z kilku rosyjskich bojówek nie trafiłem na żadną, która żyłaby z narkotyków albo z ochrony. Bojówka bez własnych pieniędzy i własnej ochrony musi szukać patrona. Z ruchem, który ma własny biznes, państwo rozprawia się przez prokuraturę, a ruchowi bez biznesu może coś zaoferować w zamian za posłuszeństwo.
Patroni
Aleksandr Szprygin, lider kibiców Dynamo Moskwa, wstąpił do LDPR w 1998 roku. Po śmierci Żyrinowskiego opowiadał, że lider partii spotkał się wtedy z przywódcami kibiców Dynamo, CSKA i Spartaka, a „każdy miał legitymację asystenta deputowanego Żyrinowskiego", która chroniła przed policją. Dynamo, jak mówił, Żyrinowski pomagał szczególnie. W 2007 roku Szprygin stanął na czele Wszechrosyjskiego Zjednoczenia Kibiców, powołanego pod egidą Rosyjskiego Związku Piłki Nożnej, któremu prezesował wtedy Witalij Mutko, rok później minister sportu. Nie krył poglądów. W 2015 roku mówił, że chciałby widzieć w reprezentacji „słowiańskie twarze", a według „Nowej Gaziety" przekonywał w mediach, że „wszystkim fanom podoba się idea white power".
W 2005 roku kibice znaleźli też patrona do bicia opozycji. 5 marca spartakowska bojówka Gladiators rozbiła moskiewską siedzibę Partii Narodowo-Bolszewickiej Eduarda Limonowa, a Oleg Kaszin pisał w „Afiszy", powołując się na anonimowych skinów, że bojówka „w pełnym składzie wstąpiła" do „Naszych", prokremlowskiego ruchu młodzieżowego Wasilija Jakiemienki.
29 sierpnia zamaskowani ludzie z kijami i pistoletami na gumowe kule napadli na nacboli przy stacji metra Awtozawodskaja. Milicja zatrzymała ich autobus i spisała 25 osób, które potem puściła na polecenie z góry, a kierowcę, Romana Werbickiego z Gladiators, pominęła na liście, bo, jak mówili funkcjonariusze, „bardzo przekonująco obiecywał pozbawić nas pagonów". „Kommiersant" ustalił później, że Werbicki i lider Gladiators Wasilij „Killer" Stiepanow przez kilka lat służyli w „Ochotniczej Drużynie Młodzieżowej" „Naszych", a Werbicki jeszcze w 2009 roku nią kierował. Ta sama gazeta zastrzegała, że „udziału kierownictwa „Naszych" w tych akcjach nikomu nie udało się udowodnić".

Po stronie CSKA podobną rolę przypisywano Aleksiejowi Mitriuszynowi z bojówki Gallant Steeds. Anonimowe źródło „Kommiersanta" bliskie administracji prezydenta nazywało go w 2006 roku komisarzem „Naszych", który „odpowiada za kontakty z kibicami i zapewnia ochronę imprez". Jego nazwisko wróciło w zeznaniach Nikity Tichonowa w sprawie neonazistowskiej grupy BORN, ale „Nowaja Gazieta" pisała w 2015 roku, że nie udało się potwierdzić, by kierował napaściami, i że w tej sprawie nigdy go nie przesłuchano. Sam Jakiemienko, jak relacjonował w 2010 roku „Kommiersant", mówił wiosną 2005 roku studentom w Kursku, że gdyby musiał rozwiązać kwestię Majdanu, „rozwiązałby ją bardzo prosto": przywiózłby do Kijowa pociągiem kibiców Spartaka. Zlecenia nikt nie udowodnił, i właśnie dlatego taka przemoc była dla władzy wygodna: można się było od niej odciąć.
Ultrasi robili oprawy, mieli jawne struktury i rozmawiali z klubem, a przez Zjednoczenie Szprygina także z ministerstwem. Chuligani bili się w lesie i nie mieli adresu. Państwo dogadywało się z trybuną, a las tolerowało.
Megafon i ściana zdjęć
6 grudnia 2010 roku w Moskwie, w bójce kibiców Spartaka z mieszkańcami Dagestanu, Kabardo-Bałkarii i Czeczenii, zginął kibic Spartaka Jegor Swiridow. Strzelał z pistoletu na gumowe kule Asłan Czerkiesow z Nalczyka, a pięciu pozostałych zatrzymanych śledczy uznali za niezwiązanych z zabójstwem i wypuścili, jak relacjonowało „Radio Swoboda" (@SvobodaRadio).
Swiridow należał do bojówki Union, a w lipcu w bójce w Moskwie zginął inny kibic Spartaka, Jurij Wołkow, o którego zabójstwo oskarżono Achmedpaszę Ajdajewa i Bechana Ibragimowa, więc wzburzenie objęło cały ruch. 7 grudnia od pięciuset do tysiąca kibiców przeszło spod prokuratury Prospektem Leningradzkim. Dzień przed Manieżną, jak opowiadał „Kommiersantowi" anonimowy uczestnik zamieszek, kierownictwo milicji przeprowadziło rozmowę z liderami grup kibicowskich i „jasno powiedziano, żeby nikt nie brał udziału".

11 grudnia bojówki złożyły kwiaty na miejscu zabójstwa, „wszystkie firmy, wszystkie zjednoczenia", jak wspominał Szprygin w „Meduzie" (@meduzaproject), i jako organizacje dalej nie pojechały. Funkcjonariusz MSW mówił tej samej redakcji, że rozmowy „przeprowadzono ze wszystkimi" i że na Manieżnej „nie było ani jednego lidera, ani jednej grupy kibicowskiej".
Na placu Manieżnym pod Kremlem zebrało się według policji pięć tysięcy ludzi, według nieoficjalnych szacunków nawet dziesięć razy więcej, głównie, jak mówił Szprygin, który sam na plac nie pojechał, „młodzież z przedmieść i spod Moskwy" i nacjonaliści, choć część szeregowych bojowców przyjechała wbrew decyzji swoich liderów. Skandowano nacjonalistyczne hasła, a tłum bił przypadkowych ludzi o kaukaskim wyglądzie; według merostwa rannych zostały 32 osoby, w tym ośmiu omonowców.

Szef moskiewskiej policji Władimir Kołokolcew wyszedł do tłumu z megafonem, a 21 grudnia premier Władimir Putin pojawił się niezapowiedziany na spotkaniu kibiców w ministerstwie sportu. Zaczął od minuty ciszy, powiedział kibicom „uważam, że jesteście siłą", ostrzegł, że jeśli będą „jak szaleńcy z brzytwą" biegać z tą siłą po kraju, to ją zniszczą, i pojechał z nimi autobusem na grób Swiridowa. Szprygin twierdzi, że w zamian nie postawiono żadnych warunków, choć potem, jak mówi, obowiązywało polecenie „kibiców nie ruszać".
Polityk „Jabłoka" Iwan Bolszakow pisał już wtedy o „podstawach, by podejrzewać zmowę władzy z niektórymi grupami kibicowskimi". Spisanej umowy nikt nie pokazał. Jeden z rozmówców w filmie Romana Junemana nazywa to strategią „duszenia w objęciach". W tych samych dniach śledczy zajęli szkołę, w której na ścianach wisiały tysiące zdjęć z placu z podpisanymi nazwiskami, a funkcjonariusze odwiedzali domy właścicieli imiennych kart metra, którymi płacono na stacjach przy Kremlu. Za zamieszki z udziałem tysięcy ludzi skazano dziewięć osób, wśród nich trzech działaczy Innej Rosji Eduarda Limonowa, jak wylicza Mediazona (@mediazzzona). Czerkiesow dostał później dwadzieścia lat kolonii.
Juneman jest politykiem nacjonalistycznym, współzałożycielem ruchu „Obszczestwo.Buduszczeje", a jego film tłumaczy Manieżną „przestępczością etniczną" i kończy się tezą, że Fan ID służy zniszczeniu ruchu kibicowskiego. Moim zdaniem w grudniu 2010 roku państwo po raz pierwszy otwarcie, na najwyższym szczeblu, potraktowało kibiców jak stronę, z którą się rozmawia, i w tym samym tygodniu sporządziło ich spis.
Spis działał od razu. 15 grudnia milicja zatrzymała w Moskwie około tysiąca osób, które próbowały powtórzyć zamieszki, a w lutym 2011 roku, gdy „Komitet 11 grudnia" wezwał do wieców jedenastego dnia każdego miesiąca, plac otoczono kordonem, jak relacjonował „Kommiersant". Śrubę przykręcano jednak w mieście. W lesie bito się dalej, a kibicowskie grupy na VKontakte publikowały dzienne zestawienia po piętnaście–dwadzieścia ustawek w parkach Moskwy i obwodu, jak opowiada jeden z rozmówców w filmie Ilji Warłamowa z 2022 roku, opozycyjnego blogera, którego w marcu 2023 roku władze wpisały do rejestru „zagranicznych agentów".
Kijów w lustrze
Przed 2014 rokiem granica z Ukrainą była na trybunach przenikalna. Kubań Krasnodar i Metałurh Donieck utrzymywał ten sam człowiek, Ołeh Mkrtczan, współwłaściciel Przemysłowego Związku Donbasu. Jego firma finansowała Kubań od 2007 roku, a w sprawy donieckiego Metałurha był zaangażowany mocniej niż formalny prezes Serhij Taruta, jak opisywał w 2019 roku bloger Sports.ru. 28 kwietnia 2013 roku, na meczu z Zenitem, ultrasi Kubania rozwinęli baner „Za FC Kubań, za Ojczyznę" ("За ФК "Кубань", За Батькiвщину") po ukraińsku, z sercem i kozakiem, i wtedy nikt nie miał z nim problemu. Fraza wyrastała z bałaczki, dialektu kubańskich kozaków, i polityki w niej nie było.


Rostowski raper Płotka z jednej z najsilniejszych bojówek południa Rosji opowiadał w 2023 roku w wywiadzie dla kanału „Это Основа", jak w 2012 roku pojechał z czterdziestoma ludźmi na Euro do Doniecka i jak kilka razy bił się po stronie Metalista Charków, bo „oni byli żółto-niebiescy, my żółto-niebiescy". Na urodzinach charkowskiego ruchu jego album znało na pamięć trzysta osób, a ukraińscy kibice byli mu, jak mówi, bliżsi niż niektórzy moskiewscy chuligani. Ciepłe stosunki przetrwały według niego nawet Krym i skończyły się dopiero około 2018 roku. Dziś ten sam człowiek mówi, że Majdan zrobili ludzie, których „uzależniono od dolara", a ukraińską propagandę nazywa „najwyższym pilotażem marketingu", choć wciąż zapewnia, że Ukraińcy to „bracia krwi". To przekaz rosyjskiej telewizji opowiedziany własnymi słowami.
W lipcu 2013 roku Duma przyjęła ustawę o bezpieczeństwie imprez masowych z czarnymi listami i imiennymi biletami. 12 grudnia 2013 roku, na meczu z Rapidem Wiedeń, ultrasi Dynamo Kijów wywiesili baner „We need a European spring”, a potem organizowali nocne patrole przeciw tituszkom i pilnowali lokalnych Majdanów w innych miastach. Ultrasi Szachtara wzywali do bojkotu klubu Rinata Achmetowa, a 13 lutego 2014 roku rywalizujące grupy całej Ukrainy podpisały rozejm, czyli zakaz ulicznych bójek i palenia cudzych flag. Kiedy wojna przyszła do Donbasu, a komisje uzupełnień odsyłały ochotników, kibice szli do batalionów ochotniczych, najczęściej do „Azowu". Ukraińskie państwo najpierw ich odprawiało, a potem wchłonęło przez te bataliony, i z „chuliganów" zrobili się w oczach społeczeństwa bohaterami.

Szprygin tłumaczył później zmianę podejścia wydarzeniami na Ukrainie, bo kibice byli jego zdaniem siłą uderzeniową Majdanu. Takie tłumaczenie jest mu wygodne, bo zdejmuje odpowiedzialność z samego środowiska, a ustawa z czarnymi listami powstała pół roku przed Majdanem. Po Majdanie państwo zaczęło jednak widzieć w zorganizowanym kibicu potencjalnego uczestnika przewrotu.
Rosyjski ruch w 2014 roku rozszedł się wzdłuż linii, która dzieliła trybuny już wcześniej. Kibice CSKA płacili kary UEFA za skrajnie prawicową symbolikę w Pilźnie i rasistowskie okrzyki wobec Yayi Touré w 2013 roku, a Zenit miał na koncie manifest „Selekcja 12" z grudnia 2012 roku, z żądaniem drużyny bez czarnoskórych piłkarzy. Ta linia przechodziła jednak także przez środek jednej trybuny.

W marcu 2014 roku niespełna dwudziestu kibiców Zenitu poleciało na Krym na referendum, jak wspominał w 2024 roku jeden z liderów petersburskiego ruchu, zapewniając, że „nikt im nie płacił”. Tydzień po referendum, 24 marca, na meczu z Krylją Sowietow na jednej z trybun Zenitu zawisł baner ze słowami ukraińskiego hymnu „Jeszcze nie umarła Ukraina” („Ще не вмерла Україна"), jak relacjonowała ukraińska TSN. Potem kibice Zenitu wozili pomoc do „DRL” i „ŁRL”, a Aleksandr „Szumacher” Alechanow z bojówki Newski Front nazywał Donbas „rosyjskim Kosowem”. Od maja do „Azowu” dołączali pierwsi rosyjscy skrajni prawicowcy, o czym pisał Paweł Nikułin w Mediazonie.

12 października 2014 roku, na meczu reprezentacji Rosji z Mołdawią na stadionie Spartaka, kibice podnieśli w pierwszym rzędzie trybuny wielkie portrety dowódców formacji „DRL" i „ŁRL", w tym Igora Girkina, Walerija Bołotowa i Igora Bezlera, pod banerem „Duma narodu". Obok wisiały flagi „DRL" i Noworosji, jak relacjonował tego samego wieczoru prokremlowski portal Life. Pół roku później poparcie dla „Noworosji" pokazano na trybunie reprezentacji, czyli na scenie państwowej. Po tym meczu sympatię do Ukrainy na rosyjskiej trybunie zaczęto nazywać zdradą. Z tego, co wiem od ludzi z kubańskiej trybuny, ultrasi Kubania musieli się potem tłumaczyć z banera z 2013 roku, chociaż wcześniej nikt nie miał do niego żadnych pytań.
Poza stadionem ten sam podział trwał dłużej. Grup kibicowskich Centrum SOWA na marszach 4 listopada 2014 roku nie odnotowało, ale szło to samo środowisko nacjonalistyczne, które cztery lata wcześniej stanęło na Manieżnej. Marsz przeciw „Noworosji” był według SOWA półtora raza większy od marszu poparcia, choć oba razem zebrały około trzech tysięcy ludzi, a oficjalny wiec „Jesteśmy jednością” zgromadził tego samego dnia według policji siedemdziesiąt pięć tysięcy.


W tych samych latach w Donbasie ginęli jeden po drugim dowódcy z własną bazą: „Batman" Biednow 1 stycznia 2015 roku podczas „zatrzymania" przez prokuraturę ŁRL, Mozgowoj w maju 2015, Motorola w październiku 2016, Giwi w lutym 2017, a Zacharczenko w sierpniu 2018. Czterej ostatni zginęli w zamachach, których autorstwo jest sporne, jak wylicza „Nowaja Gazieta". W Moskwie za kraty poszła druga strona tego samego sporu: Dmitrij Dziomuszkin, lider ruchu „Russkije”, który w listopadzie 2014 roku mówił w imieniu organizatorów marszu przeciw „Noworosji” w moskiewskiej dzielnicy Lublino, w 2017 roku dostał kolonię za zdjęcia z marszu. Licencji nie dostała żadna ze stron.
Łabędzi śpiew w Marsylii
W czerwcu 2016 roku w starciach w porcie w Marsylii przed meczem Rosja–Anglia rannych zostało ponad 30 osób. Prokurator Marsylii mówił o około 150 wyszkolonych Rosjanach, a szef brytyjskiej policji na turnieju Mark Roberts o ochraniaczach na zęby, rękawicach i najlepiej skoordynowanych atakach, jakie widział od dziesięciu lat. Denis Kapustin prowadził w Marsylii jedną z grup i dziś, jako dowódca walczącego po ukraińskiej stronie Rosyjskiego Korpusu Ochotniczego, który założył w 2022 roku, wymienia obok siebie ludzi Lokomotiwu, bojówkę Spartaka z Orła, chuliganów Zenitu i petersburskich kibiców Spartaka, czyli kluby, które w lidze są śmiertelnymi wrogami. Pięć lat później nazwał Marsylię „najjaśniejszą kartą rosyjskiego okołofutbolu" za granicą i jego „łabędzim śpiewem".
NagranieYouTube
Uczestnicy nie budowali legendy, tylko zapowiadali ciąg dalszy: w filmie BBC „Russia’s Hooligan Army” z lutego 2017 roku lider bojówki z Orła obiecywał Anglikom na mundial 2018 przemoc „gwarantowaną w stu procentach”, a kibic z Rostowa mówił o „festiwalu przemocy”.
13 czerwca wicemarszałek Dumy Igor Lebiediew napisał: „Nie widzę nic strasznego w bójce fanatów. Przeciwnie, brawo nasi chłopcy. Tak trzymać!". Lebiediew był wtedy szefem Szprygina, bo ten pracował jako jego asystent. Tego samego dnia rzecznik Komitetu Śledczego Władimir Markin skomentował europejskie oburzenie słowami „Normalny facet, taki, jaki powinien być, budzi u nich zdziwienie". Putin 17 czerwca na forum ekonomicznym w Petersburgu nazwał bójki „kompletnym skandalem", ale w tym samym wystąpieniu przyznał, że nie rozumie, jak „dwustu naszych kibiców" sprało kilka tysięcy Anglików. MSZ wezwało ambasadora Francji po zatrzymaniu autobusu z 43 Rosjanami, wśród nich Szpryginem, a Siergiej Ławrow mówił o naruszeniu konwencji wiedeńskiej.
Kiedy brytyjska prasa napisała o funkcjonariuszach służb wśród kibiców, rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow nazwał to „rusofobiczną histerią". Tych doniesień nikt nie potwierdził, a cytowany brytyjski urzędnik sam przyznawał, że trudno udowodnić sankcję Kremla. We Francji trzech Rosjan skazano na 12, 18 i 24 miesiące więzienia, a dwudziestu deportowano.
NagranieYouTube
Po Marsylii nacisk wyraźnie przyspieszył. Szprygin mówi wprost, że „Marsylia była ostatnią kroplą". W grudniu 2016 roku MSW zaproponowało listy zagranicznych chuliganów, od stycznia 2017 roku na mecze wchodziło się z imiennym biletem weryfikowanym paszportem, w kwietniu grzywna za złamanie zakazu stadionowego wzrosła do 50 000 rubli, a w czerwcu na liście zakazanych było 191 osób, jak wylicza Julia Glathe w analizie dla berlińskiego ZOiS. Stowarzyszenie Szprygina wyrzucono z Rosyjskiego Związku Piłki Nożnej już w lipcu 2016 roku.
Szprygin opowiadał później, że takiego zainteresowania FSB środowiskiem wcześniej nie było, a każdy incydent uruchamiał pełną procedurę. Markin, który rok wcześniej chwalił Marsylię, w 2018 roku jako szef komitetu bezpieczeństwa związku piłkarskiego ostrzegał cudzoziemców przed dyskomfortem rosyjskich więzień. Przed mundialem policja, jak mówił Szprygin Al Jazeerze, przychodziła do domów albo wzywała „na rozmowę", jemu samemu i Wasilijowi Stiepanowowi anulowano w 2017 roku Fan ID, wtedy jeszcze przepustkę na turniej, a na liście MSW w kwietniu 2018 roku było 454 nazwiska. Redaktor kibicowskiego portalu Ofnews mówił potem że niewygodnym kibicom „odcięto tlen za pomocą Fan ID". Reprezentacja grała na własnym mundialu praktycznie bez zorganizowanego dopingu. Rosja chciała pokazać światu mundial bez chuliganów i na wyjazdowe bójki nie było już przyzwolenia.
NagranieYouTube
Pomysł Lebiediewa nie przepadł. Ukraińska promocja „Pit Bull Fight" wystawiała w latach 2020–2021 drużynowe walki kibiców Dynamo Kijów i Metalista jako komercyjne widowisko. W Rosji zrealizował go patron. 30 lipca 2022 roku na festiwalu „Gulaj-gorod" pod Moskwą dwie drużyny po pięćset–sześćset osób stanęły do walki na pięści „ściana na ścianę", a w jednej z nich walczyli działacze monarchistycznego stowarzyszenia „Dwugłowy Orzeł" Konstantina Małofiejewa. Festiwal chwalił gubernator obwodu moskiewskiego.
Bramka zamiast rozmowy

Po mundialu uprzejmość policji skończyła się szybko. 20 lipca 2019 roku, po meczu Rostowa ze Spartakiem, funkcjonariusze Rosgwardii wbiegli do pomieszczenia pod trybuną i bili pałkami kibiców gości, którzy na nagraniach stoją plecami i nie stawiają oporu, jak relacjonowała @meduzaproject. 1 grudnia w Petersburgu przed meczem z Zenitem zatrzymano 86 kibiców Spartaka, wyciągając ich z hoteli i barów na długo przed meczem, według „Nowej Gaziety". Dwadzieścia lat wcześniej, w czerwcu 1999 roku w Ramienskoje, bitwę kibiców Spartaka z OMON-em na trybunie przerwał dopiero apel trenera Olega Romancewa, jak przypominał „Sport-Express". W 2019 roku nikt już nie oddał.
Od sezonu 2022/2023 na mecze Premier Ligi wchodzi się z Fan ID, cyfrową przepustką kibica. W 2010 roku kibiców spisywano ze zdjęć w zajętej szkole, w 2017 roku z imiennych biletów, teraz robi to bramka. Stowarzyszenia kibiców wszystkich klubów ligi oprócz Achmatu ogłosiły bojkot, frekwencja spadła o 31,8 procent wobec okresu sprzed pandemii, a na Spartaku zrobiło się trzy razy puściej. W pierwszej połowie sezonu 2025/2026 średnia wynosi 13 610 widzów wobec 16 819 w sezonie 2018/2019, według wyliczeń „Wiedomosti". Publiczność w większości wróciła, ultrasi nie, a stowarzyszenie kibiców Spartaka chodzi na mecze pucharu, ale ligę dalej bojkotuje. Trybunę, z którą państwo kiedyś rozmawiało, zamknęła bramka.

Ochotnik, batalion, brygada
Las opustoszał inaczej. Andriej Rachow „Arni" pojechał na wojnę jako zwykły ochotnik. Przez piętnaście lat był strażakiem w Petersburgu, bił się w bojówce Zenitu Music Hall i nagrywał rap m.in, z zespołem 25/17, tym samym, który w grudniu 2010 roku dedykował piosenkę Swiridowowi pod czas koncertu w Moskwie. W 2022 roku rzucił pracę i zgłosił się do batalionu „Wostok" tak zwanej milicji ludowej „DRL", żeby, jak mówił, „bronić interesów Rosji w Donbasie". Zginął pod Ugledarem 14 lutego 2023 roku razem z kolegą z tej samej jednostki straży, który pojechał na front bez kontraktu, na „urlop".
Bojownik „Españoli" mówił potem, że „z ruchu Zenitu bardzo wielu ludzi od razu się określiło" i poszło na wojnę. We wrześniu 2024 roku w Petersburgu odbył się już drugi turniej pamięci kibiców poległych na froncie, a ze sceny wymieniano ich w „Españoli", w oddziale rozpoznawczym 106 i w „Reducie", formacji związanej z ministerstwem obrony, którą zwykle opisuje się jako prywatną firmę wojskową.

Część kibiców trafiła prosto do armii. Oddział rozpoznawczy „Moskwa" 106. Dywizji Powietrznodesantowej, który kibice nazywają dziś po prostu batalionem rozpoznawczym 106, powstał we wrześniu 2022 roku z kibiców CSKA, Spartaka, Zenitu i innych klubów. Ministerstwo obrony początkowo było przeciw, ale w kwietniu 2023 roku oddział liczył już około pięciuset ludzi, a Małofiejew, jak mówił rzecznik oddziału Dmitrij „Frank" Rumiancew, sam członek „Dwugłowego Orła", „poparł to i właściwie wszystko to sponsoruje". Rumiancew mówił później przed kamerą kanału „Rozmowy o każdym” („Разговоры о каждом"), którego autor nazywa swoje reportaże z jednostki „propagandą miłości i oddania”, że jego główną pracą było „medialne nagłaśnianie batalionu”. W filmie werbunkowym „Moskwy" użyto ujęć z portu w Marsylii, co Kapustin skomentował uwagą, że wielu z nich znał po imieniu, zanim wyjechali do Tuły.
„Española" Stanisława Orłowa „Ispańca", kibica CSKA z bojówki Red-Blue Warriors, który walczył w Donbasie od 2014 roku, skupiała kibiców różnych klubów. Orłow chciał zrobić z niej, jak pisała „Nowaja Gazieta Europa", „rosyjski wojskowo-patriotyczny ruch dla kibiców, bez swastyk". Według Kapustina, który i tutaj opisuje przeciwnika, sporo jej ludzi przyszło z „Jarosławki", tej samej bojówki, z której wyszedł on sam, więc rozłam z lat 2014–2022 przebiegł także przez środek jednej bojówki. Baza jednostki mieściła się w Mariupolu, według Kapustina i wiceprezesa FK Mariupol na stadionie tego klubu. „Argumenty i Fakty" pisały w listopadzie 2022 roku o batalionie, w którym „spory między kibicami różnych klubów są zakazane". Orłow na antenie sportowego kanału Matcz TV ogłosił w imieniu wszystkich kibiców, że ci „z wdzięcznością przyjęli" Fan ID, choć aktywni kibice 15 z 16 klubów ligi właśnie bojkotowali mecze, jak odnotowała w sierpniu 2023 roku „Nowaja Gazieta Jewropa". Kibice wszystkich barw w jednym okopie dawali propagandzie obraz wojny ludowej, którego armia z poboru dać nie mogła. Kapustin uważa, że „Española" miała być „rosyjskim Azowem", ale „Azow był możliwy tylko w wolnym kraju".

Licencja na odwołanie
11 czerwca 2023 roku ministerstwo obrony ogłosiło rozkaz Siergieja Szojgu, według którego wszystkie formacje ochotnicze miały do 1 lipca podpisać kontrakty z ministerstwem, oficjalnie po to, by nadać im „niezbędny status prawny". Pierwszy podpisał czeczeński „Achmat", Prigożyn odmówił, 24 czerwca wybuchł bunt, a 23 sierpnia Prigożyn zginął w katastrofie samolotu. W lipcu zatrzymano Igora Girkina, którego portret dziewięć lat wcześniej niesiono na trybunie reprezentacji jako „dumę narodu", a w styczniu 2024 roku dostał cztery lata więzienia za nawoływanie do ekstremizmu. Wyjątkiem pozostaje Czeczenia. Ramzan Kadyrow ma własną siłę, bo jego podmiotowość jest ceną, którą państwo zapłaciło za koniec dwóch wojen, i nikt nie wydawał jej w zamian za usługę. Nawet on jako pierwszy podpisał kontrakt z ministerstwem.

„Española" znalazła się w Korpusie Ochotniczym ministerstwa. Jej bojownik mówił w 2024 roku w Mariupolu, że są siłami zbrojnymi Federacji Rosyjskiej, ale nie mają kontraktów i mogą w każdej chwili wrócić do domu, a drony finansują im kibice i kluby, bo „gdybyśmy mieli budżet ministerstwa obrony…".
Tuła jest siedzibą 106. dywizji, a bojówka Arsenału Tuła, „Kiborgi", najpierw wysyłała jej żołnierzom pomoc, potem jej członkowie poszli walczyć, według prokremlowskiego Mash całym składem do kibicowskiego oddziału 106, który ten portal nazywa „Swietłojarem”, i jeden z nich zginął w szturmie w styczniu 2024 roku. W marcu grupa ogłosiła samorozwiązanie, a 20 stycznia 2025 roku Sąd Obwodowy w Tule uznał ją za organizację ekstremistyczną, opartą „między innymi na ideologii nazistowskiej".
We wrześniu 2025 roku na turnieju „Españoli" w Kerczu Szprygin, od maja funkcjonariusz LDPR, przekazał Orłowowi kierownictwo Wszechrosyjskiego Zjednoczenia Kibiców, a tłum skandował „Naprzód, Ispaniec, jesteśmy z tobą". Szprygin dodał, że w Marsylii „trzeba było dobić wszystkich Anglików", i domagał się rehabilitacji jej uczestników. Zastępca dowódcy do spraw politycznych Aleksiej Żywow przedstawił ofertę wprost: „Połowa zginęła na wojnie, połowa wciąż walczy, uczciwie zasłużyliśmy na pewne przebaczenie ze strony państwa. Znieście Fan ID". Dowódca szturmowców Turkanow nazwał Fan ID „zabójcą futbolu" i zapewniał, że w nowej organizacji nie ma „żadnych politycznych podtekstów". Ruch po raz pierwszy od Marsylii stawiał państwu warunki.
NagranieYouTube
3 października „Española" ogłosiła rozwiązanie, które Orłow nazwał „restartem". Kilka tygodni wcześniej aresztowano byłego dowódcę jej oddziału morskiego za broń znalezioną w garażu. 4 grudnia uzbrojeni funkcjonariusze przyjechali na daczę Orłowa w Sewastopolu, a karetka zabrała ciało około sześciu godzin później, według ustaleń agencji Astra i „Ważnyje Istorii" (@istories_media). Według RTVI Orłow ostrzeliwał się przy zatrzymaniu, świadkowie Astry twierdzą, że nie strzelał. Byli bojownicy mówią o sprawie nielegalnego obrotu bronią, a w maju 2026 roku w Sewastopolu aresztowano kolejnych ludzi „Españoli" z tych samych artykułów. Nie mam dowodu, że próba przejęcia stowarzyszenia kibiców wywołała rozwiązanie jednostki ani że rozwiązanie doprowadziło do śmierci jej dowódcy, a oficjalnie to sprawa karna o broń. Jeśli te zarzuty są prawdziwe, kryminalnego zaplecza rosyjskie bojówki dorobiły się dopiero na froncie, gdzie broń leży pod ręką, a państwo sięgnęło po nie wtedy, gdy przestały mu być potrzebne.
2 sierpnia 2026 roku, na meczu odrodzonego przez kibiców Kubania z Biełoreczenskiem w lidze kraju krasnodarskiego, na ogrodzeniu stadionu w Krasnodarze wisiał czarny baner z żołnierzem w masce z czaszką, symbolem chuligańskim i numerem 106, z napisem „odwrotu nie było, walka trwa". Podobny baner wielokrotnie pojawiał się również na meczach drużyn moskiewskich. Na tej trybunie polityka pojawia się dziś właściwie tylko jako przynależność do armii. Obok, na tym samym ogrodzeniu, wisiał baner bojówki w barwach Szachtara Donieck, którego pochodzenia nie udało mi się ustalić. Ultrasi Szachtara, o których cokolwiek wiadomo, walczą w liczbie około stu po stronie Ukrainy, jak pisała „Meduza", a o żadnym w armii rosyjskiej nie słychać. Do żadnej z dwóch wygodnych opowieści o tej wojnie ten baner nie pasuje.

Kto komu wydał licencję
Kodeks lasu naprawdę zmniejszał liczbę przypadkowych ofiar, więc tolerancja państwa wobec ustawek mogła być zwykłym rachunkiem porządku publicznego. Podczas Pucharu Rosji i pierwszej rundy ligi w 2001 roku ucierpiało 125 kibiców i jedenastu milicjantów, jak podawał wiceszef GUOOP MSW. Dziewięć lat później to samo ministerstwo raportowało 3067 zatrzymanych na obiektach sportowych wobec 7,2 tysiąca rok wcześniej i zapisywało ten spadek na konto własnej profilaktyki, nie kodeksu. Ministerstwo sportu podaje, że liczba naruszeń na stadionach spadła w 2024 roku o 15 procent, i ten wynik jest prawdziwy niezależnie od intencji. Zgadzam się z tym opisem, z jednym dopowiedzeniem: ta sama tolerancja wychowała zdyscyplinowaną, wytrenowaną kadrę, którą państwo potem przejęło. Wygasaniu ruchu sprzyjało też pokolenie, bo zawodowe gale MMA płacą, a las nigdy nie płacił, i trzydziestolatkowie z 2010 roku mają dziś rodziny.

Poważniej brzmi zarzut, że to ruch sam szukał licencji. Szprygin wszedł do LDPR z własnej woli, batalion „Moskwa” powstał z inicjatywy kibiców i za pieniądze Małofiejewa, a Żywow we wrześniu 2025 roku sam przyszedł negocjować. Redaktor portalu Ofnews opowiadał „Meduzie", że relacje z państwem działały „do czasu" dzięki rozmowom z „nie ostatnimi osobami w państwie". Wszystko to prawda, tyle że licencję można kupić, ale wydaje ją i odbiera jedna strona.
Na pożegnanie Orłowa w Soborze Chrystusa Zbawiciela przyszło kilka tysięcy ludzi. Za odjeżdżającym karawanem skandowali to samo, co trzy miesiące wcześniej, kiedy w Kerczu obejmował stowarzyszenie kibiców: „Naprzód, Ispaniec, jesteśmy z tobą". Licencja chroniła go dokładnie tak długo, jak legitymacja asystenta deputowanego chroniła kibiców Dynamo w 1998 roku: dopóki ten, kto ją wystawił, nie zmienił zdania.
Pierwodruk: X Article, 19.10.2026
Do cytowania: Denis Salnikov, „Kodeks lasu: jak rosyjskie państwo wydaje i odbiera kibicom licencję na przemoc”, Analiza Wschodu, 19.10.2026, https://analizawschodu.pl/teksty/kodeks-lasu.html
Tekst © Denis Salnikov. Cytowanie z podaniem źródła i linku — proszę bardzo. Przedruk całości albo użycie wykresu po ustaleniu: ds@analizawschodu.pl
* Grafiki oznaczone gwiazdką są ilustracją poglądową i mogą zawierać elementy wygenerowane przez AI. Wykresy, osie czasu i tabele gwiazdki nie mają — ich liczby pochodzą ze źródeł podanych pod nimi.